sobota, 21 lutego 2015

Andrea Pirlo: Jestem piłkarzem drugiego planu [WYWIAD]

TEMPO: Ilu kolegów z boiska czy działaczy obraziło się do przeczytaniu pańskiej książki „Myślę, więc gram”?
PIRLO: Na pewno nie wszyscy, którzy przeczytali, byli szczęśliwi. Pisałem ją nie po to, aby wszystkich uszczęśliwić. To normalne, że kiedy odsłaniasz część kulis, nie wszyscy są zachwyceni. Ale nie sądzę, aby tylko z powodu tej książki przybył mi jakiś nowy wróg.
Książka robi furorę. Dlaczego zdecydował się pan ją napisać – dla jeszcze większego rozgłosu, pieniędzy?
Zabrzmi to patetycznie, ale napisałem ją dla moich fanów na całym świecie. Nie pisałem jej dla pieniędzy. Od dawna namawiano mnie, bym napisał książkę. Nie chciałem jednak, aby była to typowa autobiografia. Chciałem pokazać fanom futbol od kulis. O czym myślą piłkarze, gdy nie ma kamer telewizyjnych, jak się zachowują. Co nimi kieruje, gdy podejmują decyzję nie zawsze zrozumiałe dla niewtajemniczonych.
Geniusz, profesor, perfekcjonista – co czuje pan, gdy czyta takie epitety na swój temat?
Po to gram w piłkę, aby sprawiać radość innym i sobie. Mimo wielu lat na boisku wciąż jest bardzo przyjemnie słuchać takich słów.
A opinie, że jest pan najlepszym rozgrywającym w historii calcio?
Z nią się nie zgadzam. Byli lepsi
Jak to możliwe, że tak genialny piłkarz nie występował nigdy poza Serie A?  Negocjował pan z Barceloną, Realem i Chelsea. Do tych dwóch pierwszych, jak pan napisał, poszedłby nawet na czworakach.
Tak potoczyło się życie i nie ma co do tego wracać. Mimo wszystko jestem szczęściarzem, bo z klubami, w których grałem, osiągałem wielkie sukcesy.
Przed mundialem w Brazylii zapowiadał pan, że kończy reprezentacyjną karierę. Jakich argumentów użył nowy selekcjoner Antonio Conte, że zdołał przekonać pana do zmiany decyzji?
Gdyby to ktoś inny został selekcjonerem, nie zdołałbym się przekonać. Siedziałbym w domu i oglądał kolejne mecze reprezentacji. Z Conte doskonale pracowało mi się w Juventusie Turyn. Teraz poprosił mnie, abym pomógł mu tworzyć nową Squadra Azzurra. Nasza rozmowa nie była długa. Odpowiada mi jego wizja futbolu, jego pasja, dbałość o szczegóły, dążenie do perfekcji. Jemu nie mogłem odmówić.
Wierzy pan jeszcze, że otrzyma wreszcie Złotą Piłkę? W 2012 roku wydawało się, że musi pan ją dostać, tymczasem nie złapał się nawet do czołowej piątki…
Dopóki gram w piłkę, to czysto teoretyczne mam szansę, że jeszcze otrzymam tę nagrodę. Ale tak naprawdę nie zaprzątam już sobie tym głowy.
Czuje się pan gorszym zawodnikiem niż Cristiano Ronaldo czy Leo Messi, którzy w 2008 roku zdobywają tytuł Piłkarza Roku?
Nie. Znam swoją piłkarską wartość, ale jestem skromnym człowiekiem, który ma to szczęście, że robi to, co lubi. Messi i Ronaldo to są wybitni piłkarze, którzy strzelają po sto goli w sezonie…
Pan ma za to pewnie tyle samo asyst, od pana rozpoczynają się też akcje, po których pada kilkadziesiąt goli..
A kto na to zwraca uwagę? Asystenci to ludzie drugiego planu. O zwycięstwach decyduje większa liczba goli. To one się liczą i to do najlepszych strzelców mają słabość ci, którzy przyznają nagrody indywidualne.
W książce w różnym świetle przedstawia pan kolegów z boiska. Na przykład Alessandro Matri to hipochondryk. U Simone Inzaghiego przedmeczowy stres powoduje biegunkę. Wybuchowego Gennaro Gattuso nazywan pan wieśniakiem. Którego z nich zabrałby pan na bezludną wyspę?
Zdecydowanie Gattuso. Z nim nawet na bezludnej wyspie nie byłoby nudno. Byłoby się z kogo pośmiać.
Dlaczego nazwał pan Jerzego Dudka tańczącym osłem?
Nie miałem zamiaru go urazić. Podczas Finału Ligi Mistrzów z 2005 roku Dudek na linii bramkowej zachowywał się bardzo nietypowo, cały czas był w ruchu. Jednakże nie nazwałem go osłem. Czasem jest trudno przetłumaczyć coś na inny język. W tym przypadku znaczenie moich słów zmieniło się diametralnie.

Andrea Pirlo in Juventus - 2.jpg

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz