- Dzień przed Wigilią. Zostanę dwa i pół dnia u rodziców. Kolejny raz wrócę po sezonie.
2. Mało tych wizyt. Nie ma Pani tego czasem dość?
- Wszystko zależy od sytuacji życiowej. Aktualnie w niczym mi to nie przeszkadza, choć oczywiście tęsknię za najbliższymi. Tyle, że do takiej sytuacji zdążyłam się przyzwyczaić. Przecież od 16 albo 17 lat tak wygląda moje życie.
3. To może odwrotnie – zbyt długi pobyt w domu mógłby Pani nie służyć?
- Nie wiem. Tak naprawdę wszystko zależy od tego, co się robi i jakie ma się oczekiwania od życia. Wracając jeszcze do krótkiego pobytu w święta – to mój własny wybór. Pod koniec grudnia mamy już przecież Tour de Ski. I pewnie, że chciałoby się zostać w Kasinie na dłużej, ale nie miałabym gdzie trenować. A dwa czy trzy dni dłużej z rodziną wiele w moim życiu nie zmienią. Rodzice i rodzeństwo nadal będą mnie kochać. A przecież trzeba dobrze biegać.
4. Powiedziała pani, że wszystko zależy od tego, co chce się w życiu robić. Pani co by chciała?
Na razie biegam na nartach. W międzyczasie zrobiłam kilka ważnych rzeczy. I pewnie one będą zaczątkiem innego życia. Życia po nartach
5. Ma to związek z tym, że teraz powinniśmy mówić do pani „doktor Justyna”?
Nie trzeba tak mówić. Mam imię i nazwisko nie zmieniajmy tego. A doktorat? Nauka jest jedną z ważnych spraw w moim życiu, nigdy jej nie zaniedbałam i wszystkie stopnie edukacji kończyłam z wyróżnieniem. To pewnie kwestia wychowania, rodzeństwa oraz mamy i taty. Chwała im za to, że tacy są. Pewnie dalej będę coś robić w edukacji, ale nie wiem, czy na sto procent. Okaże się.
6. Gdyby została pani na uczelni, to właśnie jako „pani doktor”?
Kiedyś była taka możliwość. I to bardzo skrystalizowana. W ten sposób miałam przejść do życia po sporcie. Na razie się to wszystko odsunęło, ale nigdy nic nie wiadomo.
7. Byłaby pani dobrą nauczycielką? Pytam, bo wobec siebie ma pani z reguły wielkie oczekiwania.
Wiem, że nie byłabym dobrą trenerką. Chyba, że dla dzieci, bo tam mogłabym się świetnie sprawdzić. Od dorosłych wymagałbym jednak bardzo wiele. A zwykłe nauczanie? Ludzie lubią mnie słuchać. Gdy kiedyś próbowałam kogoś uczyć, zazwyczaj słuchacze wychodzili zadowoleni. Jednak poza praktykami na uczelni czy zajęciami, które prowadziłam, nie miałam możliwości robić tego dłużej. Mogłam to jednak wyssać z mlekiem, bo moja mama całe życie była bardzo dobrą polonistką.
8. Ile książek zabrała pani ze sobą na kilka najbliższych miesięcy?
Często ktoś z POLSKI
9. Ile książek przeczyta pani w sezonie?
Zależy od sezonu. Bywały takie, że naprawdę dużo. To dla mnie relaks. Miałam start o 13 czy 14 i potrafiłam cały czas przed biegiem spędzić z książką w ręku. A że szybko czytam, to rocznie przerabiam dziesiątki pozycji.
10. Zmienił się przez te lata rodzaj książek, jakich pani szuka? Wiem, że raczej unika pani horrorów
Niewiele się zmieniło, może poza ostatnimi dwoma latami. Generalnie lubię, jak jest miło i przyjemnie. Zdarza się, że sięgam po coś trudniejszego i wymagającego, ale wtedy nie kończy się to zbyt dobrze. Książka ma być dla mnie rozrywką. To dokładnie jak z muzyką. Nie muszą być etiudy czy arcydzieła literackie, żebym o tym mogła mówić, choć czasem szukam i takich. A z książkami jest jedna zmiana! Mogę sobie pozwolić na zakup wszystkich, na które mam ochotę.
11. Powiedziała pani, że lektura trudniejszych pozycji dobrze się nie kończy. Chodzi o to, że później żyje pani tym, co czytała?
Dokładnie. Mam bardzo słabą PAMIĘĆ
12. Coś pani zareklamuje?
Ostatnio czytam „Wszystko co lśni” autorstwa Eleanor Catton. Ma prawie tysiąc stron i jest naprawdę niezła. Siedzę i sobie czytam, tym bardziej, że jestem teraz w fińskim Muonio. Mrozi tu nieziemsko, dni są coraz krótsze, bo mają 3 czy 4 godziny, więc książka idealnie wchodzi.
13. A muzycznie coś się w pani guście zmieniło? Raczej lubiła pani stare hity.
Nawet teraz lecą w tle! Chyba mam sentyment, bo długo się tego nasłuchałam, gdy mój brat był nastolatkiem, a ja młodą dziewczynką. Jakoś mi to zostało w głowie.
14. Ostatnio zaczyna panią wciągać wspinaczka.
Stawiam pierwsze kroki, ale bardzo mi się spodobało. Chciałabym kiedyś wylądować w naprawdę bardzo wysokich górach, w trudnych warunkach.
15. Znam panią całkiem nieźle i przyznam, że jakoś nie podejrzewałem rozwoju takiej pasji.
Sama siebie o wiele rzeczy w życiu nie podejrzewałam. Góry zawsze lubiłam. Przed wyjazdem do Muonio pierwszy raz zimą byłam na wysokim szczycie w Tatrach. Latem świetnie mi się chodziło, ale teraz… Teraz było fantastycznie! W śniegu czułam się jak ryba w wodzie. Miałam gorączkę, ale nie było możliwości, że odpuszczę. Góry dały mi to, co nazywa się zapomnienie. Chodzi o to, że jesteś tam, na jakiejś skale i jedyne, na czym się skupiasz i o czym możesz myśleć, to gdzie zaraz postawisz dłoń albo stopę. I że musisz się utrzymać, podjąć dobrą decyzję. To bardzo oczyszczające. Dzięki przypadkowi odkryłam trudniejszą stronę chodzenia i wspinania się po górach. Bardzo się z tego cieszę, bo tam jest dokładnie tak, jak chciałam, żeby było.
16. Widzi się pani w naprawdę wysokich górach, na Mount Evereście?
Słyszałam, że ten szczyt jest przereklamowany, a ja takich miejsc nie lubię.
17. Jest tam kilka mniej rozreklamowanych górek.
Niczego nie zapowiadam, ale chcę iść w tym kierunku. Bardzo mi się to podoba.
18. Czyli w góry po nartach!
Spokojnie. Fajnie, że coś takiego poczułam. Może kiedyś spróbuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz